Część pierwsza

Doświadczenia zazen


Już jako dziecko byłem religijny, z upodobaniem budowałem małe ołtarzyki Jezusowi, i przynosiło mi to dziwne zadowolenie bardzo mnie to wtedy bawiło. Jako nastolatek znalazłem fascynujące książki na temat Raja Jogi, między innymi doktora R. S. Mishra "Podstawy Jogi Królewskiej" (Fundamentals of Yoga") ale tak na poważnie zająłem się medytacją mając blisko piętnaście lat.
Pomimo wszelkich ostrzeżeń jakie można znaleźć w każdej dobrej książce o medytacji, że w żadnym wypadku nie należy podejmować praktyki medytacyjnej na własną rękę, temat tak mnie pociągał, że podjąłem samodzielna praktykę polegająca na ćwiczeniach oddechowych i skupianiu uwagi. Nie przypominam sobie żadnych interesujących doświadczeń z tego okresu.
Jakieś dwa lata później zaczął być modny buddyzm Zen i wpadła mi w ręce książka sensei Philipa Kapleau o zazen. Rodzina goniła mnie do nauki więc rozkładałem książki i siadałem do zazen. I rodzina była szczęśliwa, że jestem pilnym uczniem i ja bo robiłem to co mnie pociągało. Wiele lat później zostałem uczniem Zensona Gifforda Sense z Toronto, ucznia Rosiego Kapleau.
Moja medytacja nie miała jeszcze wtedy charakteru religijnego. Po prostu siedziałem ze skrzyżowanymi nogami, skupiałem umysł na miejscu wewnątrz brzucha i regulowałem oddech czekając aż ucichną myśli. Na początku było to bardzo trudne, ale na początku wszystko jest trudne i miałem tego świadomość. Siedziałem w zazen trzy razy po pół godziny w ciągu dnia, czasem także około trzydzieści minut przed zaśnięciem. Chyba po dwóch miesiącach takiej medytacji odczułem wyraźną zmianę stanu umysłu. Myśli ucichały, to była jakaś nowość, coś się działo. "Sprowadzałem" myśli na dno brzucha aż pojawiała się pustka w głowie. Zupełne zacichnięcie, żadnej myśli, a cały umysł pozostawał skupiony na dnie brzucha. To bardzo fajne uczucie. Po jakimś czasie zacząłem spostrzegać że nagle z dużą siłą "wybuchają" w ciszy dawne wspomnienia. Nagle przychodzą i owładają człowiekiem doznania czy przemyślenia sprzed miesięcy albo i lat. Sporo czasu trwało zanim pojąłem, że to część jakiegoś naturalnego procesu. Kiedy to wreszcie zrozumiałem byłem z siebie bardzo dumny, coś udało mi się odkryć a to był jakiś postęp.
Cisza nastawała zazwyczaj po pierwszej rundzie medytacji a pod koniec drugiej zdarzały się nagłe wspomnienia. Wkrótce nauczyłem się nie zwracać na nie uwagi i dalej robić swoje skupiając myśli na dnie brzucha. Tak medytowałem jeszcze około miesiąca i obserwacja całego procesu - myśli, ich zniknięcie, pustka w głowie jaka przychodzi a potem nagłe przebłyski wspomnień potem znów cisza i pustka - zaczęła stawać się już czymś rutynowym. I wtedy zdarzyło się coś, co wywróciło całą moja wiedzę o świecie do góry nogami.
Usiadłem do medytacji, skupiłem umysł na dnie brzucha, wyobraziłem sobie jak z oddechem wszelkie energie związane z myślami spływają na dno brzucha i tam pozostają. Przyszła cisza, potem dodatkowe myśli, a potem... Nagle poczułem jakby na ciele poruszyła się jakaś zasłona i powoli od czubka głowy w dół spływała odsłaniając coś niesamowitego. Po jej opadnięciu ujrzałem Światło.
Doświadczyłem Miłości i stopiłem się z Nią w jedno.
Umysł nie istniał a w jego miejsce pojawiła się bezkresna przestrzeń wypełniona cudowna miłością, wolnością i właśnie Światłem. Było Ono wszędzie, kochające, żywe nieskończone. Poza czasem i przestrzenią. Znikła wszelka odległość i poczucie oddzielenia. To małe "ja osobowe" rozpłynęło się a w zamian napłynęła świadomość że jestem i żyję w tym ciele i poza nim i mym prawdziwym Bytem jest bezkres, miłość i cudowna niezmącona niczym wolność. To była świadomość, że Jestem wszystkim we wszystkich i nigdy nie istniał żaden podział ani dystans. Łzy płynęły mi po policzkach z ogromnego i cudownego wzruszenia. Wstałem z zazen i widziałem wszystko w nowym świetle, spoglądałem na biedne sprzęty w małym pokoiku i odczuwałem głęboką wdzięczność za to ze tu są i służyły mi do tej pory. Usiadłem nad książką do języka rosyjskiego i płakałem tylko z tego powodu, że mogę czytać. Nie było we mnie ani śladu ego. Pierwszego dnia kiedy się pojawił stan ten trwał wiele godzin a znikł dopiero następnego dnia podczas normalnych zajęć szkolnych. Potem przychodził jeszcze wiele razy i wskutek różnych wydarzeń. Najczęściej powodem była kilkugodzinna medytacja. Raz co niezwykłe - przez kilka godzin skupiałem się na rozwiązaniu zadania z matematyki i nie chciałem przyjąć do wiadomości, że nie mogę sobie poradzić. Z upływem czasu rosło skupienie i determinacja. Wreszcie udało się i poszedłem spokojnie do łóżka. Obudziłem się następnego ranka i To już było. Znów światło i bezkres i ta cudowna nie do opisania miłość przenikająca wszystko i sama będąca podstawą wszystkiego.
Potem bardzo smuciło mnie, że nie mogę z powrotem wejść Tam. Do dziś pozostała we mnie ochota na to. Przed chwilą zszedłem z gabinetu i czułem, że powinienem wziąć do ręki książkę Swamiego Ramy "Żyjąc wśród himalajskich Mistrzów" i gdy odpędziłem nękającego mnie kota usłyszałem, że powinienem otworzyć ją na stronie 125. Treść na stronie była bardzo krótka - około dziesięciu linijek kończącego się rozdziału opisującego przygody Swamiego Ramy z Mistrzem który żył w nieustannym postrzeganiu Prawdy zupełnie obojętny na świat zewnętrzny.
Czy to jest Twój komentarz do wydarzeń z przeszłości?
Tak. Nie mógłbyś dalej żyć gdybyś stale widział, doznawał i poznawał Mnie. Nie mógłbyś zakończyć teraz w tym życiu swej ziemskiej drogi. Ale powinieneś był dostać coś co żywym doświadczeniem pokazywało Moje istnienie i pobudzało cię do dalszych poszukiwań. Jasne? Mniej więcej tak. Doświadczenia wewnętrzne ukształtowały moją niezachwiana pewność co do istnienia świata duchowego i konieczności zmierzania ku niemu. Ciekawość tego co kryje się pod powierzchnią.
I o to chodziło. Czy one kiedyś powrócą i będę jak wtedy oglądał Cię twarzą w twarz?
Tak, już wkrótce, jeszcze pozałatwiasz swoje sprawy z tym światem a jest ich trochę. A może by tak już od teraz coś na konto przyszłego dostatku?
Zobaczymy co da się zrobić w tej sprawie. Ale musisz mi przyrzec, że będziesz nadal pracował i nie rzucisz tego co teraz robisz w diabły. To jest bardzo ważne dla ciebie i dla wielu wielu innych. Skończysz to co robisz? Słowo.
Dziękuje za rozmowę.

Mistrz w krótkiej szacie


Przed laty wielokrotnie miałem przyjemność widywać Mistrzów i Nauczycieli. Pojawiali się albo w snach albo przed wzrokiem wewnętrznym najpierw w trakcie medytacji potem widywałem ich również w podczas codziennych zajęć. Wielokrotnie przekonywałem się że nie tylko są bardzo mądrzy, lecz również posiadają niezwykłe poczucie humoru. Pamiętam jeden taki wypadek - wielka, amfiteatralna sala wypełniona po brzegi Mistrzami ubranymi w długie, piękne szaty. Był to czas oczekiwania na wybór nowego prezydenta i wynik nie był znany do końca.
Wynik był znany wiele lat wcześniej, pamiętasz co ci powiedziałem na rok przed wyborami? I co później opowiadałeś znajomym? Rzeczywiście, zupełnie zapomniałem. Usłyszałem od Ciebie imię i nazwisko przyszłego prezydenta, jak również to, że będzie rządził dwie kadencje. Wszystko się sprawdziło.
Przygotowanie człowieka do spełnienia obowiązku publicznego trwa wiele lat. Mój kandydat nie pije alkoholu i bardzo rzadko je mięso. To bardzo pomaga ponieważ jest "lżejszy" i bardziej otwarty na inspiracje wewnętrzną. Ludzie rządzący powinni więcej czasu poświęcać medytacji a ich zadanie byłoby znacznie łatwiejsze. Rządzenie to bardzo trudne i wymagające zajęcie i często poza inspiracją wewnętrzną nie ma innych źródeł wsparcia i dobrych pomysłów. Powracając do mojej opowieści, stałem przed salą pełną Mistrzów, patrzyłem jak siedzą, rozmawiają pomiędzy sobą, żartują, to był niezwykły widok. Bardzo budujący, płynęła od Nich taka słodka i unosząca energia, taka radość nosząca ślady ekstazy.
To nie były ślady, tylko ty nie byłeś jeszcze w stanie odebrać całości ich emanacji, zresztą i dziś nie jesteś w stanie, chociaż słodycz boskiej miłości która ich przenika odbierałbyś znacznie, znacznie silniej. W pewnej chwili zastanowił mnie fakt, ze wszyscy są tak pięknie ubrani we wspaniałe szaty sięgające od ziemi i zadałem Tobie pytanie - czy wszyscy Mistrzowie zawsze chodzą tak ubrani?
I co, i co? Masz cudowne poczucie humoru... Nie odpowiedziałeś ale prawie w tej samej chwili z drugiego lub trzeciego rzędu wstał jeden z Nich, podniósł rękę i powiedział:
"Ja nie!"
Miał na sobie taka samą piękna szatę jak wszyscy tyle że sięgająca zaledwie do połowy ud. Spod niej wystawały gołe nogi... To była taka wersja "mini". Nie wiem, całość robiła komiczne wrażenie i najwyraźniej o to Mu chodziło. Wybuchnąłem śmiechem.
I co było dalej? Pojawiłeś się Ty jako Sri Sathya Sai Baba, a wszyscy wstali i zapadła niesamowita cisza. Usiadłeś z boku w pierwszym rzędzie i zaraz Mistrzowie usiedli także. Kiedy tak stałem i patrzyłem poczułem że powinienem pokłonić się Wam wszystkim, tyle w Was było miłości, spokoju, mądrości, wielu wielu nie wyrażonych rzeczy. Widzieć takie zgromadzenie było cudowną rzeczą. Dziękuję Ci dziś za to. Potem Twoja aura objęła salę i wszyscy stopili się w jedno.
Wszyscy czekali na zakończenie liczenia głosów i ogłoszenie wstępnych wyników. Byłem tam z Wami ponad dwie godziny. Wtedy była ustalana dalsza przyszłość tego kraju, wydarzenia które maja nastąpić w ciągu najbliższych trzech lat.
A widzisz, coś jednak zapamiętałeś. Wszystko wiadomo na wiele lat naprzód, wydarzeniami w świecie zajmują się Mistrzowie i skrupulatnie wszystko planują biorąc pod uwagę wasze indywidualne i zbiorowe losy oraz to czego powinniście się nauczyć. Bo życie jest lekcją. A jej tematem jest Miłość.
Miłość to Boskość... Właściwie na wiele lat wcześniej wszystko jest ustalone, wszystkie wydarzenia polityczne i społeczne.
Tak.Stąd wynika, że właściwie nie ma co się w nie angażować ani nawet nimi interesować skoro i tak będzie co ma być.
Tak, jeśli idziesz w kierunku Boskości nie jest wskazane interesowanie się polityką czy wydarzeniami na świecie. Wynik wszystkich wydarzeń w tym konfliktów i wojen jest znany na długo przed datą ich rozpoczęcia. A ich przyczyny leżą głęboko w sferach karmy i dharmy. Nikt z was nie ma na nie wpływu, a udzielanie im uwagi odciąga od Boskości. Jeden z Mistrzów siedział przed czymś przypominającym komputer - tyle ze był sterowany myślą a jego moc obliczeniowa przekraczała miliony razy to czym dziś dysponujemy. Siedział w skupieniu i patrzył na ekran - tam w trudny do wytłumaczenia przestrzenny sposób były generowane przyszłe scenariusze wydarzeń a On z miliardów kombinacji wybierał ten, który zostanie zrealizowany.
Opowiedz jak to robił.To był bardzo ważny Mistrz, wokół Niego siedzieli inni i czekali na ostateczny wynik - oni zajmowali się szczegółami. Mistrz pytał swego serca który wariant wybrać i w końcu wybrał jeden. Pozwolił mi spojrzeć przez ramię, pokazał jak tworzą się scenariusze i na ilu płaszczyznach należy je rozważać. Pamiętam, że przed wzrokiem wewnętrznym przepływały w niesamowitym tempie tysiące obrazów. Wtedy gdy zapytałem Go o to jak wybierze ten właściwy wskazał na swoje serce i powiedział że Bóg w sercu mu powie.
Wszystko jest określone z góry. Zmiany gospodarcze, wahania cen akcji. Wszystko. Wypadki lotnicze.
I samochodowe też.Czas odejścia każdego z nas.
Tak, ale wy nie odchodzicie nigdzie raczej przechodzicie w drugi wymiar bytu - ponad materialny. Ale to prawda, każde ciało ma określony zapas energii wystarczający na przeżycie określonej ilości lat. Możesz to zmienić.
Nie ma z tym problemu.Od czego to zależy?
Naprawdę chcesz wiedzieć?Chyba nie, tak zapytałem z przyzwyczajenia.
Więc ci powiem. W tej chwili na Ziemi długość życia określa głównie karma człowieka, na drugim miejscu możliwości rozwoju duchowego. Żyjąc ludzie "spłacają" przeszłość i uczą się nowych rzeczy. W wypadku kiedy rozwój wypadków idzie ku temu ze człowiek mógłby sobie zaszkodzić karmicznie i przez to opóźnić swój dalszy rozwój może się zdarzyć że zakończy życie znacznie wcześniej. Kto o tym decyduje?
On sam.No chyba nie.
Ty patrzysz na człowieka jako na ciało, Ja widzę całość. Tym się różnimy - widzeniem.
Istnieje również możliwość przedłużenia życia jednostce. Ma to miejsce gdy zwraca się zdecydowanie w stronę ducha i śmierć ciała zakłóciła by ten korzystny proces. To też dość często ma miejsce. Jednak znacznie rzadziej niż poprzedni przypadek.
Czy zatem można Cię prosić o przedłużenie życia?
Nie.Nie?
Nie. Można prosić o dodatkowy czas na poukładanie, dokończenie spraw, zrobienie czegoś wartościowego, czas na zwrot ku Bogu i pojednanie z Nim. Przedłużenie życia po to tylko żeby być tu dłużej nie ma specjalnej wartości ani znaczenia. Zresztą powiem Ci prywatnie, że takie sprawy "załatwiają" wasi Mistrzowie, często automatycznie. Docierają do Mnie te prośby i odpowiadam na nie Mistrzom i wam wewnętrznie. Takie rzeczy dzieją się dość często. Prosicie o coś wewnętrznie i otrzymujecie, albo proszą wasi Mistrzowie. Na zewnątrz nawet nie musicie nic wiedzieć. Moja wskazówka - dobrze przemyślcie jaką wartość ma to o co się zwracacie. Czy mógłbyś podpowiedzieć które prośby są Ci szczególnie miłe, czym możemy sprawić Ci radość?
O, to pytanie sprawia mi radość! To bardzo dobre pytanie.
Posłuchaj Mojej odpowiedzi. Możesz Mnie prosić o wszystko bo jestem Twoim kochającym Ojcem, Matką, przyjacielem, przyjaciółką i mam wszystko. Jednak największą radość sprawiają Mi twoje prośby o Miłość, o duchowe szczęście, o kolejny krok ku Mnie, o siłę duchową na odejście od świata i przyjście do Boga. Prośby zanoszone w imieniu swoim i prośby dla ludzi wam bliskich, dalekich, wszystkich. Prośby o duchową łaskę, o naukę pokory i skromności. To są prośby, które cieszą Mnie szczególnie. To są sprawy ważne dla Mnie a niestety tak mało znaczące dla was.
Dziękuję za rozmowę

Kosmos i ludzie stamtąd, wejście w strefę Wegi


Ni stąd ni zowąd przeżyłem jedna z najdziwniejszych i najwspanialszych przygód w życiu.
Właśnie wychodziłem od dentysty, co istotne nie brałem żadnych środków znieczulających, takie były wtedy czasy w państwowej służbie zdrowia.
Szedłem przez niewielki plac wśród domów i zupełnie niespodziewanie jakaś siła zmusiła mnie do podniesienia wzroku do góry i spojrzenia w niebo. Ku memu zaskoczeniu na bezchmurnym niebie zauważyłem całkiem niewysoko srebrnie lśniący obiekt. Kształtem swym przypominał pękate cygaro i płynął powoli w powietrzu kierując się od rynku (najludniejszej części miasta) na zachód. Tym co prawie natychmiast przykuło moją uwagę był fakt, że poruszał się w poziomie bardzo równym kursem po linii prostej. Nie widziałem żadnych śladów smugi kondensacyjnej ani jakiegokolwiek spalin czy śladów działania silnika. Drugą zastanawiającą rzeczą była lśniąca otoczka dobrze widoczna przy bliższym przyjrzeniu się. Wyglądała jak wielka lśniąca bańka mydlana o eliptycznym kształcie w której owo cudo było zamknięte.
Trudno mi było ocenić wielkość pojazdu ze względu na odległość. Pomyślałem że oto mam przed sobą prawdziwe UFO, w biały dzień, w samym środku miasta. Zaskoczony już chciałem zatrzymywać przechodzących ludzi, jednak wyraźnie odczułem, że nie powinienem tego czynić. Wyszedłem zza domów w kierunku większego placu skąd miałem lepszy widok i obserwowałem oddalający się obiekt przez nie więcej jak dziesięć minut.
Wyraźnie nigdzie się nie śpieszyli. Co więcej miałem wrażenie jakby pojazd emitował silną energię spływającą ku ziemi.
W domu zaraz usiadłem do medytacji i spróbowałem połączyć się z pojazdem i jego załogą. Będę pisał o swoich doznaniach i odczuciach nie wgłębiając się specjalnie w wyjaśnienia skąd pochodzą, to wymagałoby zbyt wielu dygresji. Chociaż wszystko co się działo było dla mnie nowe jednak cały oddźwięk emocjonalny na tak w końcu niecodzienna sytuację dzięki głębi wyciszenia w medytacji był zerowy. Doświadczenia były tak cudowne, że same są dla mnie i potwierdzeniem i nagrodą. Chce jedynie dodatkowo zwrócić uwagę na dwa fakty: inspirację wewnętrzna kierującą, przynajmniej po mojej stronie całym przebiegiem rozmów i zachowań i silnie przeze mnie odczuwaną, po drugie na to, że do wydarzeń tego dnia miałem już za sobą kilkanaście lat rozmaitych form praktyk medytacyjnych.
W wyciszeniu skupiłem się na energii pojazdu i po chwili zobaczyłem jego dowódcę, takie przynajmniej robił wrażenie. Nie chciał kontaktu i robił wszystko aby mnie zignorować. Zapytałem kim jest i co robi, coś tam odburknął więc poprosiłem aby przekazał mnie swojemu opiekunowi czy też odpowiedzialnemu za misję. W międzyczasie w 1/3 walcowatego kształtu dostrzegłem dwa równolegle ustawione generatory emitujące silną energię którą tak wyraźnie odczułem wcześniej.
Po chwili ciszy pojawił się bardzo sympatyczny człowiek, uśmiechnięty i skory do rozmowy.
Co tutaj robicie?
Działamy na terenie obszaru Europy środkowo - zachodniej. Bazę mamy w Polsce. Pracujemy nad zmianą wibracji tego terenu, zmieniają się u was warunki życia i nadchodzą nowe czasy więc potrzebujecie świeżego spojrzenia.
To znaczy nasycacie teren miasta czymś w rodzaju nowej energii.
Tak, można tak to ująć. Pomagamy wam.
Skąd jesteście?
Z miejsca, które wy nazywacie Wega.
Odpowiedzi wyłaniały się z ciszy, która zapadła wskutek medytacji, a była tak głęboka że umysł chwilami wyłączał się zupełnie dając miejsce niezakłóconemu odbiorowi słów, myśli i wrażeń płynących od mego rozmówcy.
Rozmawiałem z nim chwilę, a on odpowiadał i pokazywał obrazy, jakby zdjęcia i towarzyszące im wrażenia napływające z bardzo daleka. Obrazy baz, pojazdów, terenów nad którymi przelatują i skutków jakie spodziewają się wywołać
W pewnej chwili przyszło mi do głowy aby poprosić o pokazanie jego macierzystej planety. Tu nagle zamilkł na dłuższą chwilę.
Nie mogę takiej decyzji wydać sam, muszę zapytać Opiekuna planety czy się zgodzi.
Poczułem jakby "wyłączył się" z kontaktu ze mną i zapadła głęboka cisza. Trwała dosyć długo, a ja spokojnie siedziałem w głębokiej medytacji i czekałem.
W absolutnej ciszy która nastąpiła wyczułem gdzieś bardzo daleko jakieś poruszenie. Tak jakby ktoś zainteresował, skierował ku mnie swoje myśli i sprawdzał czy jestem właściwym człowiekiem. Za chwile nastąpiło zjawisko, które mnie zaszokowało. Pojawił się Mistrz, w obrazie przed wewnętrznym wzrokiem przyszedł jako mężczyzna ale w odczuciu... Napłynęła fala niesłychanej serdecznej miłości, takiej pełnej ufności i akceptującej wszystko. Szokiem dla mnie było to że człowiek który wcale mnie nie znał kochał i akceptował bez najmniejszych zastrzeżeń. Ten wstrząs dobrze pamiętam do dziś.
Czy mogę.. - zapytałem
Tak. - nie dał mi dokończyć.
Ale spotkanie z Nim było dopiero wstępem do tego co miało się dopiero wydarzyć.
Chciałbym zobaczyć jak wygląda odlot z Ziemi.
Dobrze, to będzie dla ciebie pouczające doświadczenie. - dopowiedział z tą swoją cudowną akceptacją. Zapadła cisza.
Wkrótce przed mym wewnętrznym wzrokiem pojawiła się polana w parku na skraju miasta. Stał na niej znajomy mi pojazd. Obok pilot ubrany w ciekawy kombinezon "cztery kwadraty", na głowie hełm z szybą z tworzywa w cienkie paseczki. Zaskakujące że kolana miał w innym miejscu, znacznie niżej niż ludzie na Ziemi. Sprawiały wrażenie jakby mogły zginać się w obie strony, inaczej niż nasze. Tak samo dłonie w ciemnych, miękkich rękawicach i palce poruszające się bardzo miękko w przód i tył, jakby dłuższe i mające więcej stawów.
Gestem wskazał żebym wszedł do środka. Obiekt mógł mieć na oko jakieś osiem-dziewięć metrów długości i trzy i pół do czterech wysokości. Teraz już bardzo wyraźnie widziałem otaczającą go, połyskującą, przezroczystą bańkę.
Podszedłem i przeniknąłem przez nią. Nie sposób opisać doznania które nastąpiło. Moja świadomość zamknięta jak u każdego normalnego człowieka w obrębie głowy nagle rozszerzyła się obejmując sobą wnętrze statku i przestrzeń wokół niego. "Widziałem' i "słyszałem" wszystko samą świadomością tak jakby była ekranem na którym wszystko wewnątrz się dzieje a ja bez najmniejszego wysiłku znałem myśli i stan psychiczny pozostałych członków załogi. Poza nami było jeszcze dwóch ludzi, uśmiechali się do mnie bardzo życzliwie, siedzieli gdzieś w bardzo ciasnych pomieszczeniach ale wyraźnie im to nie przeszkadzało. Wyraźnie odczuwałem, że podstawą świadomości była miłość. Wszechobecna i wszechprzenikająca miłość i akceptacja wszystkiego. Jakby nasze świadomości stopiły się tworząc jedną wspólną. Ta właśnie wspólna świadomość kierowała i napędzała ten pojazd!
Przeszedłem na przód pojazdu, za mną pilot. Usiedliśmy w ciasnej kabinie, on po mojej prawej stronie. Nad nami przezroczysta czasza, za chwilę bez żadnego wrażenia przeciążenia ujrzałem wierzchołki drzew, chmury i gwiaździste niebo. Zdążyłem jeszcze zapytać "Ile potrwa lot?" i otrzymać odpowiedź "Sześć minut" gdy przezroczysta szyba nad głowami przybrała mleczny kolor a cały pojazd jakby zanurzył się w miłej i gorącej wibracji. Nie miała tam wstępu żadna myśl. Trwało to pięć do sześciu minut. Nagle szyba znów stała się przezroczysta i z pewnej odległości dostrzegłem przed nami ogromną planetę. Była bardzo piękna, trwała majestatycznie zawieszona w pustej przestrzeni, otaczała ją gigantyczną połyskująca sfera. Zatrzymaliśmy się na chwilę, tak jakby mój przewodnik pytał o pozwolenie dalszego lotu. Najwyraźniej je otrzymał bo zaraz niezauważalnie ruszyliśmy dalej. Prawie krzyknąłem z wrażenia kiedy przekraczaliśmy barierę. Tym razem świadomość rozpłynęła się i objęła niewyobrażalny bezkres całej planety. To było wielkie pojednanie z Miłością, naturą i Bogiem. Niewyrażalne uczucie...
Świadomość święciła swój triumf, uwolniona spod codziennych barier znajdowała swe spełnienie w unii ze wszystkim. Nie pragnęła niczego. Jak można pragnąć czegokolwiek będąc wszystkim?
Jakiś czas płynęliśmy wysoko ponad chmurami potem pojazd zanurkował w dół i po chwili zza mlecznej mgły dostrzegłem ziemię. Pośród niewyrażalnej słodyczy wszechobecnej miłości usłyszałem niezwykłą pieśń. A raczej powinienem powiedzieć, że odczułem ja całym sobą jakbym słyszał i doznawał uniesienia towarzyszącego chorałowi śpiewanemu przez zastępy anielskie. Nie były to jednak dźwięki ale wibracje miłości jedne silniejsze inne cichsze zestrojone razem w ogromnej przestrzennej symfonii. Wsłuchałem się całym sobą w tony owej pieśni miłości, pieśni istnienia docierającej na falach wewnętrznej, słodkiej ekstazy. W miarę jak zbliżaliśmy się do powierzchni pieśń potężniała i stawała wyraźniejsza, dołączały coraz to nowe subtelniejsze tony. Wkrótce zrozumiałem co jest jej źródłem. Ta niezwykła symfonia wydobywała się z otaczającej nas przyrody. To była pieśń życia. Niższe i mocniejsze tony to głosy wysokich drzew, "głosy" krzewów i młodych drzew brzmiały mniej donośnie, kwiaty, a nawet pojedyncze źdźbła traw dołączały swe cichutkie nuty i tak powstawała niesłychana harmonia dźwięków. Wrażenie to można porównać do orkiestry symfonicznej w wielkiej pustej katedrze słuchanej przez człowieka zupełnie pozbawionego ego co pozwala dźwiękom rodzić się i swobodnie wybrzmiewać bez oddźwięku i interwencji umysłu.
Wylądowaliśmy na niewielkiej polanie i wysiadłem z pojazdu. Wszystko widziałem jakby przez mgłę ale wewnętrznie odczuwałem bardzo żywo. Polanę okalały wysokie na jakieś cztery metry krzewy, wkoło było sporo kwiatów i różnych roślin. Czułem się nieswojo nie chcąc mimowolnie czegoś zniszczyć, nie wiedziałem jakie skutki mogę tu wywołać więc tylko stałem i rozglądałem się. Widziałem kwiaty podobne do ziemskich narcyzów i pamiętam jak zacząłem uważnie przyglądać się roślinom, w końcu nie każdego dnia ma się okazję zobaczyć florę z innej planety.
Bliższe przyjrzenie się kwiatom sprawiło że dostrzegłem wyraźną różnicę, to z pewnością nie były narcyzy ani żadne znane mi ziemskie kwiaty! Gdy sobie to uświadomiłem zalała mnie nagła fala panicznego lęku najwyraźniej wywołana obcością środowiska wokół, poczułem się przez chwilę jak w pułapce. Szybko jednak opanowałem się, bo przecież do odważnych świat należy, i przeniosłem swe odczuwanie na tony wszechobecnej, słodkiej miłości. Nie, stanowczo tutaj nic nie mogło mi grozić.
Uważne przyglądanie się roślinom sprawiło że dostrzegłem coś nowego. Mianowicie skupienie na roślinie czy jakimkolwiek obiekcie powodowało wzmocnienie odczuwania jego doznań. Tak, wszystko wokół żyło i czuło. I tak odkryłem kolejną niesamowitą rzecz. Skupiłem się na małym źródełku i po chwili napłynęły wyraźne wrażenia; ono chciało wydać z siebie jak najwięcej wody - ponieważ ktoś tam, inne rośliny czy istnienia mogły jej potrzebować. Ono starało się ze wszystkich sił aby zrobić co w jego mocy - dla dobra innych. Kwiaty wytwarzały pyłek i nektar po to by podzielić się nim z owadami i służyć im. Drzewa kształtowały swe liście po to by służyć cieniem komuś kto mógł tego potrzebować, tak samo płynące po niebie chmury przenikało pragnienie oddawania siebie, transformacji w deszcz dający życie przyrodzie i ochrony innych żywych istnień przed promieniami słońca. Gdziekolwiek, na czymkolwiek skupiłem swą uwagę znajdowałem bezinteresowna troskę o innych, wolę służenia im i miłości. Tak oto odkryłem drugą cechę konstytuującą ten niezwykły świat - płynącą z miłości wolę służenia innym. Każda najmniejsza cząsteczka tego świata była przeniknięta miłością i bezinteresowną wola służenia, bez najmniejszej troski i myśli o sobie. W tym świecie nie było śladu ego.
Te planetę poznawałem przez kilka następnych dni. Wracałem do domu, siadałem do medytacji i po kilkunastu minutach przekraczałem barierę wokół pełnej miłości Wegi.
Czasem towarzyszył mi człowiek z pierwszego dnia podróży a czasem nie, czasem pojawiał się Mistrz, pokazywał i wyjaśniał tajemnice, a najwięcej czasu poświęcał na tłumaczenie współzależności pomiędzy organizmami żyjącymi na planecie i temu skąd one wynikają - ze wspólnego Źródła którym jest Miłość. Tam było to takie oczywiste!
Życie na Wedze przejawia w niezwykłym stopniu wiele boskich cech; miłości, bezinteresownej troski o innych, poświecenia, oddania i pokory rozumianej jako nieobecność ego. Bezpośrednie doświadczenie tych stanów wywarło na mnie niezatarty przez czas ślad, co innego bowiem słuchać o nich, a co innego doświadczać w pełni i czerpać z tego naukę. Chcę tutaj wyrazić swą głęboką wdzięczność Mistrzowi z Wegi za poświecony czas i ofiarowaną miłość.
Moje podróże na Wegę zakończyły się równie niezwykle jak się zaczęły.
Chyba trzeciego dnia przyszła mi do głowy myśl aby zapytać Mistrza o życie ludzkie na Wedze - czy są tu istoty podobne do nas? Mistrz odpowiedział, że owszem i zaraz może mnie do nich zabrać. Po kilku minutach obok na polanie pojawił się znany mi pojazd. To dziwne, właściwie dopiero teraz zdałem sobie sprawę z faktu że moje pytanie mogło zabrzmieć dziwacznie, przecież widziałem już pojazdy i rozmawiałem z ludźmi stamtąd, z załoga ziemskiej bazy, w końcu chyba byli mieszkańcami Wegi?
Wsiadłem do pojazdu, uniósł się i po kilku, nie więcej jak pięciu minutach wlecieliśmy w coś przypominające gęstą mgłę. Pojazd wylądował. Bardziej wyczuwałem niż widziałem obecność co najmniej kilku ludzi. Znajdowali się za wysokim i szerokim murem, którego końce ginęły we mgle. Nie było żadnych drzwi, goły mur, a co więcej wyraźnie wyczuwałem rezerwę z ich strony. Byli zamknięci i czujni, najwyraźniej mieli świadomość, że ktoś nieznany pojawił się w okolicy. Szanowałem ich podejście, w końcu nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Ostrożnie rozglądałem się wokół. Wyczuwałem kilka strumieni promieniowania najwyraźniej płynących od myślących istot żywych. Każdy z nich znajdował się wewnątrz mniej więcej owalnej budowli, ich układ i wielkość przywodziła na myśl afrykańską wioskę z okrągłymi chatami. Po chwili zastanowienia zwróciłem się do tego, który promieniował najsilniej.
Witaj.
Kim jesteś?
Pomyślałem, że skoro pytają to znaczy że nie wiedzą, Mistrz wcześniej przejrzał mnie na wylot, widocznie oni nie chcą albo nie potrafią tego zrobić.
Jestem tu gościem, przybyłem z Ziemi, żyjecie na cudownej planecie.
Ludzie na Ziemi nie rozumieją istoty życia ani jego wartości. Niszczycie w barbarzyński sposób delikatna strukturę jaka otacza waszą planetę.
Myśli napływały od niego i układały się w pełne spokoju zdania. Nie chciałem zaprzeczać ani wyjaśniać ze być może jestem inny.
W jakim celu przybyłeś? - Pomimo uprzejmości cały czas wyczuwałem wyraźną rezerwę w stosunku do mnie.
W celu poznawczym, chciałem zobaczyć jak wygląda życie poza Ziemią i jestem tym co widzę niesłychanie podbudowany.
My rozumiemy znaczenie tej planety dla naszego istnienia i kochamy ją. Stanowimy jej część.
Chcielibyśmy abyś otworzył się na nas tak abyśmy mogli zobaczyć kim jesteś.
Pytanie zastanowiło mnie, a wiec najwyraźniej nie chcieli "prześwietlać" mego wnętrza na siłę. Ja również powstrzymywałem się od gapienia się na nich nie wiedząc czy może to zostać źle odebrane. Zresztą po co miałbym sprawiać im przykrość podczas tak kulturalnie rozpoczętego spotkania z istotami z innej planety.
Jednak byłem w kropce i nie wiedziałem co zrobić, w końcu pomyślałem że zrobię coś w rodzaju kawału i zwróciłem się z prośbą do mojego drogiego Mistrza aby to On im się ukazał. Mistrz wyraził zgodę a ja po chwili przygotowania otwarłem całą swą sferę mentalną i duchową zwracając się jednocześnie do Mistrza z prośbą aby się przybliżył.
Poczułem tylko jak przepływa gorąca, wibrująca energia taka jaka towarzyszy zazwyczaj błogosławieństwom udzielanym przez Mistrza.
Kiedy przeniosłem z powrotem wzrok na zewnątrz ujrzałem, że w moich rozmówców jakby nagły piorun strzelił. Szok mieszał się z konsternacją. Płynęły chaotyczne urywane zdania.
Nie wiedzieliśmy kim jesteś, byłeś tak głęboko ukryty, mieliśmy tak negatywne zdanie o ziemianach...
Zauważyłem, że nagle znikła cała poprzednia rezerwa, lepiej ich teraz odczuwałem i słyszałem. W jej miejsce pojawiła się szczera otwartość i wyraźne przejęcie.
Wejdź do środka, zobacz jak żyjemy.
"Wniknąłem" poza mur, wzdłuż szerokiej alei stały kopulaste budowle, w ich środku nie widziałem żadnych sprzętów, było to dziwne ale poruszałem się wewnątrz z wyraźnym trudem i musiałem wkładać sporo skupienia aby cokolwiek dostrzec. Zawróciłem więc i ponownie zatrzymałem się na niewielkiej polanie poza murem.
Moi rozmówcy zgromadzili się w jednym z domów i o czymś rozmawiali. Za chwilę umilkli i wyraźnie się do czegoś przygotowywali. Usiedli w półokręgu otwartym końcem zwróceni ku mnie. Stałem naprzeciw w ciszy oczekując co nastąpi. Po chwili ich spokój zaczął się jeszcze pogłębiać, weszli wspólnie w stan medytacji. Towarzyszyło mu cudowne uczucie unii z tymi odległymi, a jednocześnie tak bliskimi ludźmi.
Po dłuższej chwili usłyszałem bardzo wyraźnie powolne słowa ich zwierzchnika.
Mamy do ciebie prośbę.
Słucham i jestem na wasze usługi - odparłem najuprzejmiej jak potrafiłem.
Daj nam Słowo na które tak czekamy.
Zdziwiłem się. "Słowo" odebrałem jako coś niesłychanie dla nich ważnego, najważniejszego w świecie. Ale nic nie przychodziło mi do głowy bo i skąd. Nie miałem pojęcia o co im chodzi. Wpadłem jednak na kolejny szczęśliwy pomysł - zwróciłem się do Mistrza aby jeśli może spełnił ich prośbę. Mistrz skinął na znak aprobaty i dał znak abym zwrócił się do Niego w ciszy. Tak też uczyniłem, a po niedługiej chwili napłynęła i tym razem długo trwała niezwykła i pełna żaru miłości energia, cudowna jakby zawierała w sobie i ekstazę tworzenia i miłość Stwórcy do wszelkiego życia i wiele, wiele nie wyrażonych językiem i nie dotkniętych umysłem stanów ducha. Korzystając z okazji pragnę z całego serca wyrazić Mistrzowi swą wdzięczność za dar uczestnictwa w tak niezwykłym i budującym wydarzeniu.
Chwila trwała i trwała, a ja kosztowałem jej niebiańskiej słodyczy i piękna nie do opisania. Natomiast moi rozmówcy przeżywali kolejny, jeszcze większy wstrząs. Na skutek działania energii Mistrza przebywali w stanie uniesienia, jedni to śmiali się to płakali i minęło sporo czasu dopóki nie doszli do siebie.
Przepraszamy cię, naprawdę nie wiedzieliśmy kim jesteś. Dziwne że twoja planeta jest tak zaniedbana skoro żyją na niej tacy ludzie.
Co miałem im odpowiedzieć? Że to co ujrzeli i doznali było teatrem zaaranżowanym przez Mistrza, a ja z którym wiążą swoje przeżycia jestem po prostu nikim? Nie wydawało mi się to dobrym pomysłem więc milczałem, a Mistrz również nic nie mówił zajęty tym co najwyraźniej zazwyczaj robią Mistrzowie.
I tak zostałem prawdopodobnie pierwszym ziemianinem który zrobił z rozmysłem kawał mieszkańcom innej planety. Nie jestem z tego powodu specjalnie dumny ale cóż, wtedy taki miałem charakter.
W ciągu następnych dni wiele rozmawialiśmy, głównym tematem, podobnie jak poprzednio z Mistrzem Wegi była współzależność wszystkiego i miłość leżąca u podstaw wszelkich rzeczy. Co ciekawe potrafiłem odpowiedzieć im na niektóre pytania jakie pojawiły się spontanicznie w trakcie spotkań. Mistrz czuwał jak zwykle i podrzucał potrzebne w rozmowie myśli.
Po kilku dniach takich trwających po kilka godzin wizyt (zwiedzałem kopalnie, sztolnie, niesłychanie potężne wulkany, przelatywaliśmy nad wielkimi morzami nurkując czasem pod powierzchnię) Mistrz pojawił się i powiedział, że już czas się żegnać i że jeszcze kiedyś powrócę na niezwykłą Wegę. Pożegnałem się z Opiekunem Wegi i jej mieszkańcami. Tego dnia wieczorem zasiadłem do spisywania na gorąco swoich wrażeń i to jest ten opis, a przynajmniej pewne jego fragmenty.
Baba czy miałbyś ochotę podsumować to doświadczenie?
Owszem. Wiele się nauczyłeś z tego króciutkiego pobytu poza Ziemią. To wielki dar już w młodym wieku zajrzeć za zasłonę jaka oddziela planetę od mieszkańców Kosmosu. Jeszcze większym darem jest spojrzenie w głębiny samoświadomości opiekującej się żywymi istotami Wegi. Dziękuje Ci Baba za to tak budujące doświadczenie. Doznawałem na samym sobie głębokich i przejmujących odczuć miłości, oddania i służenia innym istotom, w imię miłości i dobra.
Ta Siła stworzyła Wszechświat.Miłość.
Żywa i czuła Miłość.

Wizja Boga


Witaj drogi Baba, chcę ci przede wszystkim podziękować za dzień dzisiejszy, za Twoją opiekę, bliskość i czułość. Chcę też zapytać o tę niezwykłą wizję której mi dziś udzieliłeś. Otwarła się przede mną niby druga rzeczywistość, Twoja rzeczywistość, jakby za zasłoną materialności istniało żywe i olbrzymie Światło, a Jego blask przebijał się strumieniami przez wszystko. Wiedziałem, że to Ty Sam, potem nagle pojąłem, że dla ciebie nie istnieje czas, Twoja przepojona miłością rzeczywistość jest poza nim. Świat widzialny i odczuwalny począł topnieć, a do mnie zaczęła docierać prawda, że jest on nierzeczywisty bo tylko Ty jesteś jedyną Rzeczywistością.
To wszystko jest tak różne od tego co znam. Czuję się jakbym w ślad za tobą wędrował poprzez nieznane krainy, a odczuwanie wszystkiego jest każdego dnia tak nowe i świeże. Proszę Cię wytłumacz to co dzisiaj widziałem.
Dobrze, niech stanie się zadość twemu życzeniu. Ujrzałeś dziś przelotnie boski blask, to sygnał, że już dojrzewasz i wchodzisz swym bytem w bliski obręb gorącego boskiego promieniowania.
Poddaj się temu co widzisz i czujesz w zaufaniu, że prowadzę cię coraz bliżej ku Sobie, znam drogę i wszystko jest w najlepszym porządku.
Dokładnie tak to odczuwam i tak myślę. Baba czy rzeczywiście jest tak jak mi dziś przychodziło nie w pojedynczych słowach lecz w głębokim zrozumieniu, że jesteś jedynym inspiratorem tego co się wydarza. " Moja " wiedza, wszystkie pytania do ciebie, podobnie jak wszystko mieści się dokładnie w granicach które Ty zakreślasz i nic, absolutnie nic nie może się z nich wyłamać.
To prawda.Wciąż jednak nie pojmuję dlaczego świat jest taki jaki jest, ten świat śpi będąc święcie przekonanym o swej samodzielności tymczasem to Ty skryty za cienką powłoką zdarzeń pociągasz za wszystkie sznurki. Stąd wynika, że wszystko jest tak jak ma być i w żadnym z wydarzeń nie ma błędu ani niesprawiedliwości bo przecież jesteś we wszystkim. Czy to oznacza że ty jako Najwyższy nie masz żadnych pragnień wobec świata ? Np. by ludzie bardziej ciebie kochali, przecież mógłbyś to uczynić ? Gdzie tu jest prawda ?
Prawda jest prosta i jest nią Miłość którą jestem.
Za twym pytaniem kryje się inne czy to rzeczywiście Ja jestem dawcą ciemności i cierpień podobnie jak miłości i światła, tego nie możesz uchwycić.
Odpowiedź jest taka; Jestem wszystkim, zarówno światłem jak i ciemnością, płaczem i radością, wysiłkiem zmierzającym do zmiany siebie. Tym właśnie jestem i mylisz się sądząc, że jestem przyczyną jako istota odrębna od Istnienia. Mylisz się bo jestem tym wszystkim także, tymi którzy cierpią i zmagają się z przeciwnościami losu, tymi co się śmieją, tymi na których przyszła ostatnia godzina.
To znaczy, że ty się tym wszystkim bawisz, ten świat, ba cały wszechświat jest twoją grą, zabawką, może tylko trochę za dużo w nim bólu i cierpienia.
Czy coś ci dolega, czegoś brak?No raczej nie, dajesz mi wszystko, a każdą chwilę jeszcze osładzasz do granic swą bliskością i miłością.
Inni mogliby żyć tak samo pełni radości i szczęścia i kiedyś na pewno będą tak żyli, ale jeszcze nie teraz. Musi się wiele zmienić, a przede wszystkim oni muszą zwrócić się ku Światłu Wszechświata - Bogu który trwa nieustannie poza tym i tamtym światem. Na razie ten czas jeszcze nie nadszedł. Ale przecież Ty żyjesz poza czasem i dla Ciebie on nie istnieje.
Tak, dlatego Mnie w przeciwieństwie do ciebie nigdzie się nie śpieszy i nie muszę mieć skutku już teraz, zaraz.
Ten świat i wszystkie w nim wydarzenia są boską grą świateł i cieni, grą której nie rozumiesz i dlatego próbujesz mnie oskarżać. Przyjmuję to spokojnie bo oskarżenia ani mnie nie dotykają ani nie umniejszają Mojej Miłości, wynikają z zasłony ignorancji która gości w twym umyśle.
Pokazuję ci rozmaite aspekty Siebie ale jeszcze daleko ci do objęcia większego planu - obrazu i odczucia całości. Nie masz też wglądu w świat duchowy i wiele płaszczyzn bytów jest przed tobą zamkniętych. Ale i to nie szkodzi, bowiem już znajdujesz się na drodze do zrozumienia wielu spraw które poruszyłeś i stopienia z Istotą Siebie Samego. O wynik jestem więc całkowicie spokojny.
To miłość jest ważna tak jak dla wędrowca na pustyni ważna jest woda. Woda daje życie podobnie i miłość na pustyni dzisiejszego świata żywi, poi, inspiruje i wznosi wzwyż ku coraz pełniejszemu i piękniejszemu życiu wespół z jedynym, kochającym Stwórcą. On jest miłością i to jest największą z prawd.
Świat nie jest rzeczywisty na sposób w jaki określa to twój umysł. Świat jest zasłoną za którą Bóg skrywa swą piękną twarz, pamiętasz te słowa ?
Dlatego jeśli dziś czegoś nie rozumiesz to po prostu to odłóż, a przyjdzie dzień, że pojmiesz sprawę w jednym duchowym błysku.
Chciałbyś sprawy boskie objąć umysłem na sposób ziemski a to trud daremny.
Życie i śmierć, ból, cierpienie, klęski, wypadki i nieszczęścia mają za swą przyczynę Boską Miłość i jest tam Ona czynnikiem twórczym i aktywnym. Ale, że ludzie przywiązani do swych poglądów i własności ich nie lubią to sprawa druga. Jednak jedyne połączenie szczęścia i spełnienia życiowego również w świecie zewnętrznym jest możliwe tylko przez pełne miłości oddanie się kochającemu Boskiemu Rodzicowi, wtedy żyje się bez nieszczęść, a na świat patrzy zupełnie innymi, bliskimi Jemu oczami
[...]
Dziękuję ci za to, że tak często pojawiasz się przed moim wewnętrznym wzrokiem, szkoda, że ludzie nie mogą ujrzeć twej zdumiewającej, olbrzymiej skromności, na pewno zmieniliby w jednej chwili stosunek do ciebie.
Wielu ludzi po prostu nie chce mnie widzieć bo jestem im zakałą na prostej drodze i stale rzucam im kłody pod nogi niszcząc ich wspaniałe plany. Pomstują na Mnie ale Ja jestem bardzo wyrozumiały i nigdy się nie obrażam. Również istnienie mojej osobowości w tej chwili jest ci na rękę, dlatego ona istnieje ?
Wychodzisz z ciemności ku światłu. Lód rozpuszcza się w szklance powoli i zamienia w wodę, po pewnym czasie nie sposób odróżnić co początkowo było lodem, a co wodą. To jest Mój sposób działania. Nie lubię za bardzo się ujawniać z tym co robię, chyba, że przynoszę ludziom miłość i radość - wtedy tak. Ale zwyczajnie wolę ukryć się za zasłoną tego świata. Służy to zresztą Moim planom i jest naturalnym wyrazem boskiej skromności.
Ale to pytanie o osobowość, tak to prawda. Żeby przepuścić olbrzymi prąd przez małą żaróweczkę trzeba najpierw zmienić jej konstrukcję.
Przez tysiące lat uczyłeś się odbierać świat i to co zawiera w sposób zewnętrzny. Teraz kieruję cię ku sprawom ducha, a więc twoja konstrukcja psychofizyczna, umysł, osobowość wymaga gruntownej przebudowy, inaczej Mój prąd miłości spaliłby cię na miejscu. Taka jest fizyka świata duchowego.

Trzej Mistrzowie w jaskini


Medytacja przynosi w życiu wiele błogosławieństw, są one znakami od Boga utwierdzającymi człowieka w pewności, że podąża w dobrym kierunku. Chce opisać jedno z takich wydarzeń.
Pewnego wieczoru siedziałem nad książką Paula Bruntona "Ścieżkami jogów". Brunton opisuje w niej niezwykłe wydarzenia w których uczestniczył podczas pobytu w Indiach. Nagle dotarło do mnie, że wszystkie manifestacje, cudowne wydarzenia są pewnymi procesami energetycznymi i jako takie wymagają istnienia zbiornika, bądź zbiorników specjalnych energii. To odezwał się mój ścisły umysł - skoro w Indiach zachodzi tyle niezwykłych wydarzeń, skoro jest to kraj słynny z życia i działalności wielu świętych to znaczy, że jest tam jakieś źródło promieniujące energia duchową. A skoro tak, to z pewnością można się z nim "połączyć" ponieważ w świecie energii nie istnieje cos takiego jak oddzielenie. Wielokrotnie w życiu obserwowałem i doświadczałem energii przypływających wskutek myślenia o kimś lub czymś. Dziś jest to już rzadka zdolność, wymagająca umiejętności głębokiego wyciszenia umysłu i obserwacji stanu psychicznego, myśli, samopoczucia. Można ja wypracować, jest naturalnym skutkiem ubocznym medytacji. Ale do rzeczy. Pomyślałem, że zrobię małe doświadczenie, wejdę w stan medytacji, wyciszę umysł, a następnie spróbuje się połączyć z tym centrum energii jak je roboczo nazwałem.
Jak pomyślałem tak zrobiłem. W pogłębiającym się wyciszeniu pomyślałem tak - Mistrzu będę liczył od dziesięciu w dół i kiedy doliczę do jednego nastąpi połączenie.
Dziesięć, dziewięć, osiem, ...trzy......., dwa........, jeden....
Przez moment nie działo się nic, trwałem w ciszy i ciemności. Jednak po chwili zaczęły się pojawiać pierwsze wizje. Zauważyłem, że jestem w jakiejś wielkiej grocie skalnej, z tyłu piętrzyło się wielkie rumowisko zawalające wejście. Po wysokich ścianach gdzieniegdzie spływała wilgoć znacząc ciemniejszymi smugami ścieżki. Odwróciłem się tyłem do wejścia i mało nie krzyknąłem ze zdumienia. Pieczara rozszerzała się i kończyła w odległości dziesięciu kroków pionową ścianą. U jej stóp ujrzałem trzy postaci ludzkie, trzech mędrców siedzących w postawie lotosu. Siedzący pośrodku znajdował się na podwyższeniu. Wszyscy trzej sprawiali wrażenia bardzo bardzo starych. Świadczyły o tym długie siwe włosy, brody spływające na złączone w pozycji lotosu nogi, pomarszczone twarze. A jednak biła od nich niesamowita aura, jakby ciepło, oddanie, miłość znajdująca swe źródło gdzieś bardzo głęboko i promieniująca przez tych ludzi na zewnątrz w świat. Co dziwne wszyscy trzej nie dawali żadnych oznak życia, tylko wysiliwszy wzrok wewnętrzny dostrzegałem w ich wnętrzu coś na kształt słabego światełka świadczącego o tym, że nie byli martwi.
Zwróciłem się do Mistrza z prośbą aby wyjaśnił co widzę. Po chwili usłyszałem Jego cichy głos.
Tych trzech mędrców znalazło się tutaj przed ponad tysiącem ziemskich lat. Przybyli do niedostępnych Himalajów aby tu oddawać się medytacji i tu Boskość objawiła im plan według którego mogą służyć Jej wprowadzając swe ciała w głęboki letarg i tworząc z nich kanały dla strumieni Boskiej Miłości które przez dziesięć wieków będą potrzebne światu do czasu przyjścia następnego Posłańca. Oddali się całkowicie Bogu i używając objawionych im sekretnych technik jogicznych weszli w stan pomiędzy życiem i śmiercią i trwają w nim do dziś dnia. Pomimo, iż nie widzisz w nich oznak życia oni są w pełni świadomi tego, że tu jesteś, że jesteśmy tu obaj. Na zakończenie tej wizyty poprosisz ich o błogosławieństwo. Później kilka razy zastanawiałem się kim będzie ten Posłaniec o którym wspominał Mistrz ale On milczał, a sam nie byłem znaleźć odpowiedzi innej jak podawana przez religie w przepowiedni o Powtórnym Przyjściu: Jezusa w chrześcijaństwie, Mesjasza u Żydów, Maitrei w buddyzmie i Kalki Awatara w hinduizmie.
Mistrzu po co jest potrzebna ta energia?
Bez niej ludzie zapomnieliby o istnieniu wyższych światów i konieczności zmierzania ku Bogu. Oni wiedząc o tym powstrzymali się od dalszych narodzin na Ziemi i dalszego doskonalenia w świecie. Pokłoń się przed Nimi, oddaj hołd ich pracy i poświeceniu w imię miłości do Boga. Pokłoniłem się im do stóp i powiedziałem: Wielcy Mistrzowie dziękuje wam za Waszą pomoc i poświecenie. Proszę o wasze błogosławieństwo.
Nie nastąpił żaden ruch, po chwili odczułem mrowienie w okolicach szczytu głowy stopniowo przechodzące w ucisk. Po kilku minutach już bardzo wyraźnie czułem jak powoli spływa w dół wysoka i gorąca energia jakby wypalająca coś po drodze. Można to porównać do cieczy, miodu powoli osuwającego się po sklepieniu czaszki niżej i niżej. Po dotarciu do klatki piersiowej, na wysokości serca zjawisko ustąpiło. Całość odczuwałem bardzo wyraźnie, trwało to ponad półtorej godziny. Następnego dnia ponownie poprosiłem Mistrza o "połączenie" i znów nastąpiło zjawisko spływającej powoli energii, tym razem trwało około piętnastu minut.
Poprosiłem dziś Babę o komentarz do całego wydarzenia.
Ci ludzie są tam do dziś dnia, jeśli chcecie otrzymać od nich wsparcie duchowe to wiedzcie że nigdy wam nie odmówią. Zachowujcie się przyzwoicie i poproście o błogosławieństwo duchowe, wyłącznie to, nic ziemskiego. Są bardzo potężni i ich "władza" rozciąga się daleko poza Ziemię. Baba, jak to "władza"?
Wpływ na przebieg zdarzeń, to co wy nazywacie władzą nad materią. Oni dawno zakończyli swój ziemski cykl i rozpłynęli w miłości do Mnie. Przez ten czas, kiedy byłem tu "fizycznie" nieobecny podtrzymywali płomień mądrości duchowej i miłości do Boga. Czynią cuda jeszcze dziś. Czas i przestrzeń nie jest dla nich przeszkodą. Miłość dawno otworzyła im wszystkie bramy. Pomogą wam. Proście a dostaniecie. Poproszę ich o miłość do Ciebie, mogę?
Tak, nie odmówią ci, jesteśmy jednym, wiele ciał jedno Serce. Ty jesteś dla mnie wyrocznią we wszystkich sprawach i właściwie nie potrzebuję nikogo innego.
Zrób jak ci mówię.

Przygoda ze śmiercią


Wiele lat temu siedziałem i czytałem książkę napisaną przez jakiegoś lamę z Tybetu poświęconą śmierci i umieraniu. Był wieczór, pusty dom, przysiadłem w wygodnym fotelu wkoło było bardzo cicho. Później jakoś naturalnie wszedłem w medytację, umysł się uspokoił, znikły myśli. Właściwie kołatała się tylko jedna, pod wpływem lektury rozmyślałem o śmierci o tym czym ona jest. I jakby na zawołanie nagle poczułem że nie jestem sam w salonie, obok może w odległości 4-5 metrów pojawił się jeszcze ktoś. Bardzo wyraźnie odczuwałem Jego promieniowanie wewnętrzne, trudno było inaczej skoro rosło z każda chwilą. Zalała mnie fala niezwykle lekkiej miłości, takiej czułej i niesłychanie troskliwej, takiej, która widzi wszystko i rozumie wszystko... Przed mym wzrokiem duchowym ujrzałem mężczyznę. Stał, patrzył i emanował po prostu cudowną mocą miłości. I wiedziałem że właśnie On jest Śmiercią. Nie twierdze że rozumiem to czego doświadczyłem. Z jednej strony bardzo wyraźna obecność Kogoś kogo każda komórka mego ciała rozpoznaje jako Śmierć a z drugiej cudowna płynąca od Niego miłość, tak żywa, tak natchniona, darząca ukojeniem i wyzwoleniem. Skłoniłem się przed Nim głęboko i zwróciłem z prośba o błogosławieństwo. Nie wykonał żadnego gestu ale Jego miłość mówiła wszystko. Była tak intensywna i tak gorąca że czułem jak otwiera mi serce i płynie gdzieś głęboko szerokim strumieniem. Wizyta niezwykłego Gościa trwała trzy dni. Dopiero po jakimś czasie dopiero dotarło do mnie, ze tylko ktoś tak gorąco kochający jak On może pełnić taka rolę.
I wiem ze pójdę za Nim kiedyś na druga stronę i będzie to dzień wielkiej radości i wielkiej miłości.
I właściwie nadal nie wiem co się wydarzyło i kogo wtedy ujrzałem.
Ujrzałeś Śmierć i wiedz że jest to wielka rzadkość spotkać Ją za życia. To dziwne że była osobą, mężczyzną...
Nie, tylko się tak tobie wydawało. On/Ona nie posiada płci. Ale jest żywą istotą? Człowiekiem?
Tak, przychodzi aby dopełnić cielesnego bytu stworzeń i poukładać to co da się poukładać tak aby odchodzący miał jak najlepszą podróż na drugą stronę. Wielu ludzi odchodzi w wypadkach, nagle lub długo cierpi.
Powiadam ci wszystko ma swój głęboki sens nie dający się prosto przekazać w waszych słowach lecz dostępny jedynie głębszemu doznaniu wewnętrznemu. Po prostu dziś przyjmijcie że tak musi być i nie pytajcie dlaczego. Wierzcie że ma a jeśli będzie potrzebne to kiedyś dostaniecie jasną i zrozumiałą odpowiedź. Dziś jeszcze nie miałaby sensu bo tak mało jeszcze wiecie o sobie, innych, Wszechświecie i Mnie. Niech więc te sprawy pozostaną jeszcze przez czas jakiś tajemnicą.
A co do chorób, wypadków i katastrof - są one przygotowane z góry, najczęściej już na wiele lat wcześniej. Z waszej strony wygląda to wszystko dość strasznie ale z drugiej jest uznawane za normalna kolej rzeczy. I doskonale o tym wiecie tam po drugiej stronie.
Cóż mogę powiedzieć właściwie nie boję się śmierci, raczej czekam na nią z zainteresowaniem, wiem że zobaczę wtedy Ciebie.
To prawda. I będzie bardzo fajnie.
O tak. Czy już wiadomo kiedy to nastąpi?
Z dokładnością do godziny. To dobrze, lubię precyzję, w niej jak sądzę wyraża się doskonałość.
Masz poczucie humoru. Chyba po Tobie Ojcze.
Dawno Mnie tak nie nazywałeś. Rzeczywiście trochę czasu upłynęło, czy może masz cos przeciwko temu?
Nie, skądże, ale "Baba" jest słodsze. Sanskryt to dziwny język. Natchniony.
Przeze Mnie. Czy mogę mieć jeszcze dodatkowe pytania odnośnie mego Gościa tamtego wieczoru?
Oczywiście, pytaj śmiało. W naszej kulturze śmierć jest zazwyczaj kobietą a tu pojawił się mężczyzna, przystojny i na dodatek taki czuły.
Tak było. Dlaczego akurat w takiej formie?
Dla istoty duchowej forma nie ma znaczenia ponieważ liczy się Treść. Mistrz wybrał taka formę ponieważ była w tym czasie dla ciebie odpowiednia. Nie czułem że był Mistrzem ale wyraźnie że Śmiercią.
Odczuwałeś Jego miłość i to właśnie była Jego wizytówka. To był jeden z Mistrzów pełniących rolę strażników pomiędzy światami, tych którzy w pewnych okolicznościach prowadzą umierających ludzi na drugi brzeg. Czy mógłbyś powiedzieć na ten temat nieco więcej?
Innym razem, nie dziś. Wiedza nie jest tak ważna jak miłość i nie należy nigdy zastępować jednej drugą, zapamiętaj to. Jeśli masz do wyboru kierować się głosem rozumu albo postępować za Boską Miłością zawsze wybieraj to drugie.
Śmierć jest częścią życia. Żyjesz dalej poza światem materialnym. Istnienie nie kończy się nigdy. Przyjdziesz do Mnie to wszystko sobie przypomnisz.
Będziemy mieli dużo do omówienia.
Rozmowa serc toczy się bez słów.

Boskie Światło


Pamiętam jak przed laty w Indiach siedziałem w ashramie w oczekiwaniu na Twój darshan. Byłem porządnie zmęczony wielogodzinną podróżą taksówką przez rozpalone słońcem góry. Kiedy pojawiłeś się w oddali obserwowałem jak napływa czysta i świeża energia, radość, uniesienie i zaczynam mieć doskonałe samopoczucie. W naturalny sposób przyszło zrozumienie wielu problemów i wgląd w tajniki psychiki.
To było Twoje światło rozjaśniające mroki bytu osobowego.
Dziś kiedy kieruję umysł ku Twej bliskości pojawia się to samo odczucie i te same skutki, dziękuję że mnie nauczyłeś tych ćwiczeń.
Kontemplacja boskiej formy przynosi liczne błogosławieństwa, wznosi, oczyszcza, daje nowy napęd życiowy i stopniowo prowadzi poza obręb tego świata. Można być przywiązanym do takiej czy innej formy boskości lecz najważniejsze jest Światło które za jej pośrednictwem otrzymujesz, i to że pomaga ci ono żyć i prowadzi ku wyzwoleniu. Stałe zatopienie w kontemplacji z umysłem skierowanym ku bliskości bożej jest najwyższą formą istnienia ludzkiego w ciele, co więcej jest to możliwe do osiągnięcia. Raczej otrzymania jako dar od ciebie
Tak, najpierw oczyszczenie i zmiana mentalności, przemiana serca, a potem już stałe i coraz pełniejsze odczuwanie Boskości jaką jest. Czy jest jakaś granica, nie wiem jak to powiedzieć, poza którą już nie możesz dać nic więcej, czy ta droga kiedyś się kończy ?
Kończy się wtedy gdy nie ma już pomiędzy nami rozdziału ale zawsze mam coś do zaoferowania i niekoniecznie musi to być prezent dla ciebie. Potem i ty możesz dawać z serca, nie myśląc o sobie dzielić się radością i szczęściem.
A jeśli interesuje cię to czy Moje zasoby miłości i szczęścia mogą się kiedyś wyczerpać i czy istnieje dla nich jakaś granica to wiedz, że nie istnieje.
Mój poprzedni nauczyciel twierdził, że najwyższą wartością jest poznanie samego siebie.
Poznanie siebie samego jeśli masz na myśli sens absolutny to tak bo jest to równoznaczne z rozpoznaniem i zjednoczeniem się z Brahmanem. Ale on miał na myśli poznanie siebie jako osobowości i wolność od jej skrytego wpływu, a to jest dar uboczny otrzymywany na drodze miłości i wcale nie jest to takie ważne.
Umysł chce wiele wiedzieć bo sądzi, że ta wiedza da mu wolność od skalań lub przewagę nad innymi ale to błędna ścieżka. Wiele rzeczy usuwam z ciebie bez informowania cię o tym zewnętrznie, a i to co wiesz dzisiaj możesz jutro zapomnieć i zająć się czymś innym.
Wielu ludzi gromadzi duchową wiedzę jakby to ona sama w sobie miała jakąś wartość, ale wartość ma jedynie duch który ją ożywia i sprawia, że naturalnie w jasnym wglądzie umiesz w jednej chwili ogarnąć istotę sprawy.
To co ukazuje duch jest ważne, a nie zgromadzone w książkach informacje, nawet jeśli są prawdziwe większość i tak nie będzie mogła do nich sięgnąć. Dlatego i to co rozumiesz teraz trzeba zapomnieć i nie przywiązując się puścić jak okręcik na wciąż płynącą wodę.
Miłość jest ważna i ku niej należy się kierować, ku bliskiemu, niemal fizycznemu odczuwaniu boskiej bliskości i obecności, a resztą dobrze się bawić i z niczym nie wiązać.

Korzyści z zapisywania dialogów


Baba zamiast spisywać rozmowy z Tobą pisze wspomnienia z przeszłości, nie odmawiam tej pracy wartości, tym bardziej, że wiele mnie uczysz dzięki temu i pokazujesz, że te najwartościowsze odczucia są gdzieś we mnie wciąż obecne, ale to tak czy inaczej przeszłość.
Tak, to przeszłość, a ty rozliczasz się sam ze sobą, pamiętasz sen jaki miałeś dwa dni temu? Szedłem gdzieś z matką, a wiem że jak śni mi się matka to chodzi we śnie najczęściej o Ciebie - o Boską Matkę, szedłem i nagle zauważyłem, że przeczesując ręką włosy sporo mi ich zostaje na dłoni. Pokazałem to matce ze słowami - chyba niedługo będę całkiem łysy jak mnich.
Wypadające włosy symbolizują pozbywanie się czegoś niepotrzebnego, a związanego z głową i myśleniem - ogólnie z obrazem świata powstającym w myśli i odczuciu. Tematy, które zacząłeś przywoływać pisząc zaczęły bardzo silnie zmieniać twój stosunek do świata, zacząłeś myśleć o służeniu Mnie i innym i stało się to nowym odkryciem. To jest znakomita rzecz i wielki dar jaki otrzymałeś. A wszystko dlatego, że w końcu dałeś się nakłonić do zapisywania tego co mam do powiedzenia. Idzie to podwójnym torem - opisy wydarzeń ilustrują różne prawdy życiowe i duchowe i pokazują jak można żyć i tworzyć własne życie mając Boga za Przewodnika i przyjaciela. I tak pisz dalej, a Ja będę urozmaicał opowiadania swoimi wtrętami i objaśnieniami. Pisz więc i nie ociągaj się bo ten sposób komunikacji ze Mną będzie ci coraz bardziej potrzebny, tak jak dzisiaj. Tak, powiedziałeś, że powinienem napisać kilka słów do znajomej a ja broniłem się przed tym ponieważ nie chciałem się wygłupić tym bardziej, że nie wiem co się aktualnie z nią dzieje, tyle wiem, co słyszę od Ciebie - że ma kłopoty.
I co się stało? Usiadłem i po pierwszym słowie, które napisałem zaczęły tak szybko płynąć następne, że nie mogłem zdążyć ze spisywaniem ich. Aż się złościłem, że piszę tak szybko i robię wiele błędów aż w końcu dotarło do mnie, że żartujesz sobie ze mnie i starasz się mnie rozzłościć i to mnie rozbawiło.
I co dalej? Kiedy skończyłem byłem zaskoczony, że napisałem tak wiele a czuje się jakbym nie napisał nic.
Bo nic nie napisałeś, to Ja ci wszystko dyktowałem. Od ciebie nie pochodziło nic. Potem gdy przeczytałem te dwie strony druku byłem zaskoczony jak konkretnie i stanowczo się wypowiedziałeś.
I co? No i dziś ten list już został wysłany, dziś jest dobry dzień, 23 listopada, dzień urodzin Sri Sathya Sai Baby. Twoje urodziny. Chce Ci z tej okazji po pierwsze podziękować za wszystkie prezenty jakie dostałem od Ciebie w ciągu ostatniego tygodnia, a było ich zaskakująco wiele. Bardzo Ci dziękuję. Oprócz wielu rzeczy jak najbardziej materialnych szczególnie dziękuje za to że pokazałeś mi jak wielką radością jest dawanie i dzielenie się z innymi. Już nakupowałem fajnych prezentów dla znajomych, których na takie rzeczy nie stać. To była wielka radość. I oczywiście zabawa. Po drugie chciałbym Ci życzyć wiele radości i szczęścia, tego abyś jak najwięcej znajdował ich w naszym działaniu tutaj i abyś mógł jak najczęściej dzielić się z nami Twoja miłością, bo wiem ze tego pragniesz.
To piękne życzenia, szczególnie to ostatnie. I dziękuję ci za nie. Przyjmij Moje błogosławieństwo.